Translate

niedziela, 4 lutego 2018

W poszukiwaniu krasnoludków

Witam Was w ten zimowy, biały poranek. Zastanawiacie się pewnie co to za krasnoludki poszukiwałem, a może też kiedyś takich szukaliście i już wiecie jakie miejsce Wam opiszę. 
Nade mną Syzyfki, pchający kuleczkę w niewiadomym celu. Dla tych co się nie domyślili podpowiedź. Do Odry jej nie zatoczą, choć płynie niedaleko. No dobra, nie będę już taki zagadkowy. Jeden z styczniowych weekendów spędziłem we Wrocławiu. 
Muszę przyznać, że miasto jest ładne, nawet wychodząc z dworca głównego warto się za siebie obejrzeć. Ponieważ jednak pierwsze nasze chwile we Wrocławiu spędziliśmy na wernisażu, dopiero późnym wieczorem rozpoczęliśmy prawdziwe zwiedzanie. Zaczęliśmy od Ostrowa Tumskiego. Polecono nam wybrać się tam wieczorem, więc z tej rady postanowiliśmy skorzystać. Rzeczywiście, oświetlony pięknie wygląda. 
Most Tumski, pięknie oświetlony. To miejsce, w którym zakochani wieszają kłódki a kluczyki wrzucają do wody. Romantyczne, ale ciekawe ile tam żelastwa na dnie rzeki? Sporo, sądząc po ilości kłódek... 
Obok mostu zauważyliśmy jakiś dziwnie podświetlony labirynt. Bardzo ładnie się prezentował więc postanowiliśmy przyjrzeć mu się z bliska. Zrobiliśmy też kilka zdjęć mostu i kościoła znajdującego się w pobliżu i poszliśmy na Ostrów Tumski. Tam największe wrażenie zrobiła na nas podświetlona katedra. 
 Widać było ją już z daleka, ponieważ pięknie odbijała się w wodzie.
 Przy okazji wieczornego spaceru po spotkaliśmy kilku krasnali: 
 Kawiarek
 Wrocławiak
Drukarz Kacper 
 Wcześniej spotkaliśmy też Ciastka i Amorinka
a później Janinka. 
Natomiast najbardziej rozbawiło nas spotkanie z Obieżysmakiem :) 
Chyba rzeczywiście posmakował wielu potraw :) 
Przeszliśmy jeszcze przez świątecznie oświetlony rynek i poszliśmy odpocząć.
Gdy się obudziliśmy za oknem czekał nas taki widok:
Tak, przekopałem kretowisko na samym rynku wrocławskim i tam się przespałem!
Kamieniczki we Wrocławiu są urocze. Każda inna, kolorowe, zadbane. Ech, takk myślę, że gdyby nasze Katowickie kamienice odnowić to też nie mielibyśmy się czego wstydzić... 
Pierwsze nasze kroki o poranku skierowaliśmy właśnie na rynek - w zasadzie nie musieliśmy daleko iść, wystarczyło wyjść z hostelu :) Ale postanowiliśmy obejść go dookoła. W planach na ten dzień były 2 miejsca - punkty widokowe. Pierwszy z nich to Mostek Pokutnic. Jako, że moja dwunożna uparcie usiłuje walczyć ze swoim lękiem wysokości uparła się, żeby spróbować tam wejść. Ponieważ na początku schody wydawały się niegroźne, zdecydowaliśmy się wejść. Ponieważ w połowie drogi stopnie diametralnie się zmieniły i przeobraziły się z betonowych w kratkowane - metalowe. W tym momencie zrozumieliśmy dlaczego mostek z pokutą jest związany :) Szło nam opornie i tylko dzięki wsparciu Czarodzieja Michała oraz jego wiernych pomocników Marty i Tomka osiągnęliśmy cel. Na szczycie byliśmy w takim szoku, że nie zrobiliśmy zbyt wiele zdjęć. :) 
A tak wygląda ów mostek z perspektywy chodnika :) Na szczęście nie zostaliśmy tam zamknięci za karę, jak niegdyś próżna dziewczyna. Po Wrocławiu spacerowaliśmy jeszcze przez cały dzień. Dotarliśmy też na jatki - czyli dawny targ rzeźniczy, przy którym obecnie znajduje się pomnik u czci zwierząt rzeźnych. 
Później trafiliśmy w okolice Forum Muzyki, gdzie spotkaliśmy całą krasnoludzią orkiestrę. Ciekawostka, dowiedzieliśmy się, że budynek w tle to... więzienie! 
Całkiem ładne, prawda?
Ciekawym miejscem we Wrocławiu jest też Pomnik Anonimego Przechodnia. To odlene z brązu figury postaci naturalnej wielkości, które wydają się wyłaniać spod ziemii. Przedstawiają zwykłych ludzi, załatwiających codzienne sprawy. Uwaga, na każdym zdjęciu się ukryłem, ciekawe, czy mnie odnajdziecie? 
 Po spotkaniu z anonimowymi  przechodniami postanowiliśmy udać się na inny punkt widokowy - najwyższy we Wrocławiu - Sky Tower. Poszliśmy więc w jego kierunku. Oprócz tarasu widokowego znajdują się tam też biura i centrum handlowe. Niestety na miejscu okazało się, że tego dnia wjazd jest niemożliwy z powodu awarii windy. Obeszliśmy się więc smakiem i wróciliśmy w kierunku rynku. Przedtem jednak zrobiliśmy zdjęcie wieży z zewnątrz. 
A ku ku!
 W drodze powrotnej weszliśmy do dwóch centrów handlowych. W Arkadach chciwliśmy zobaczyć rekina, który pływa w tamtejszym akwarium. I udało się nam to.
Wracając zobczyliśmy też wnętrze Renomy - zabytkowego domu torwarowego. Tam z kolei zainteresowały nas te kolorowe, witrażowe wręcz szyby. 
 W drodze mijaliśmy liczne  przyjemne dla oka budynki. Poniżej kilka zdjęć: 
Na rynku spotkaliśmy człowieka, który puszczał ogromne bańki mydlane. Sprawiało to, że rynek był jeszcze piękniejszy. Po drodze oczywiście spotkaliśmy jesszcze kilka krasnoludków. A oto i one: 
Więziennik
Wentyl
Zikusia 
Słupnik
 Dialogomir
Powerek 
A skąd się wzięły krasnoludki we Wrocławiu? Teorii jest kilka, zainteresowanych odsyłamy TUTAJ

Nie da się zobaczyć wszystkiego w jeden dzień, dlatego Wrocławiu, obiecujemy Cię jeszcze nawiedzić! Krasnele, drżyjcie!